Dobre Książki

Wyszukiwanie zaawansowane
Cytat
Kosmiczne tajemnice majów - Erich von Daniken
Kosmiczne tajemnice majów Kosmiczne tajemnice majów

Kosmiczne tajemnice majów

42.90 zł

49.80 zł

Dodaj do
Artykuł chwilowo niedostępny

Najnowszy bestseller najczęściej czytanego i publikowanego autora literatury faktu na świecie

Książki Ericha von Dänikena wydane zostały w ponad 63 milionach egzemplarzy

Stolica Majów dokładnym modelem Układu Słonecznego – czy bogowie Majów byli gośćmi z kosmosu?

Nowa interpretacja pochodzenia zdumiewającej wiedzy Majów

W tropikalnej dżungli w Gwatemali archeologowie odkryli prastarą płytę nefrytową pokrytą znakami pisma Majów.
Napis głosił: „W tym miejscu opuścił się na ziemię władca rodziny niebieskiej”. O jakiej rodzinie niebieskiej mówi inskrypcja?

W historii cywilizacji Majów takich zagadek jest więcej.
Skąd ludzie epoki kamiennej mogli wiedzieć o pasie asteroid czy o odległym Plutonie? A wiedzieli. Świadczy o tym
Tenochtitlán w Meksyku – gigantyczne miasto piramid i… dokładny model naszego Układu Słonecznego.
Co robią w dżungli kamienne koła zębate? Czy to ślady pradawnych zapomnianych technologii?
Wszystkie antyczne kultury czciły swoich bogów. Ale do jakich bogów wznosili modły Majowie? Ofi cjalna nauka twierdzi, że były to siły przyrody. Siły przyrody nie dyktują jednak ludziom kalendarzy. Dlaczego uwiecznieni w kamieniu bogowie noszą hełmy i stroje przypominające nowoczesne kombinezony? Czy bogowie Majów byli humanoidalnymi astronautami? I nauczycielami, którzy przekazali ludziom swą zaawansowaną wiedzę?

Erich von Däniken kwestionuje ustalenia archeologów, podważa interpretacje naukowców i proponuje całkiem
nowe spojrzenie na dzieje Majów – zupełnie inne niż to, którego uczą nas podręczniki. Fascynujące zdjęcia z jego
niezrównanego archiwum, zawierającego ponad 2000 częściowo jeszcze niepublikowanych fotografi i, dowodzą tezy autora, który otwiera nam oczy na niebywałą prawdę o przeszłości.


Fragment książki Kosmiczne tajemnice majów

Droga Czytelniczko, drogi Czytelniku!
Niniejsza książka to swoista podróż w czasie. Celem zarówno tekstu, jak i ilustrujących go zdjęć jest wykazanie, że u Majów i Azteków nie wszystko wyglądało tak, jak nas uczono, a spojrzenie z innego punktu widzenia może przynieść zgolą odmienne rezultaty.
Cały ten galimatias zaczął się od Krzysztofa Kolumba. Dwunastego października 1492 roku jego syn zanotował w dzienniku: Zauważyliśmy dwie lub trzy osady, tubylcy przyzywali nas i dziękowali Bogu. Jedni przynosili nam wodę, inni jedzenie. (...) Zrozumieliśmy, że pytają nas, czy zstąpiliśmy z nieba ["!]*.
Zbici z tropu, osłupiali ze zdumienia tubylcy nie rozumieli, co się właściwie dzieje. Zaraz po pierwszym zetknięciu z przybyszami nagusieńcy Indianie o kawowej skórze zbiegli się na miejsce, gdzie przybiły obce okręty i stali się świadkami niezwykłej ceremonii. Oto Kolumb oraz kapitanowie i oficerowie towarzyszących mu okrętów „Pinta" i „Nina" wystąpili w strojnych, wielobarwnych ubiorach: granatowe i amarantowe aksamitne kurtki z białymi kryzami, pludry, szerokie nabijane srebrem pasy, fioletowe jedwabne pończochy, a do tego płaszcze nadwornej kawalerii hiszpańskiej. Według świadectw sam Kolumb miał na głowie szeroki kapelusz ze zwisającymi pozłacanymi puszeczkami. W jednej ręce dzierżył rapier, w drugiej - królewski proporzec. Towarzyszący mu oficerowie wymachiwali chorągwiami. Za nimi zeszli na ląd dwaj brodaci mnisi w brązowych habitach, dźwigający na ramionach krzyż. Wreszcie dołączyła do nich część marynarzy - pstrokato ubranych drabów. Na brzeg wysypali się ludzie łysi, Indianie zaś łysiny nie znali. Niektórzy przybysze byli w butach, niektórzy boso, a wszyscy nosili różnobarwne koszule. Jeszcze inni, mimo potwornego upału, mieli wciśnięte na głowy żelazne hełmy. Oczywiście zabrali też ze sobą noże, rapiery, strzelby. Było to niewątpliwie olśniewające barwnymi strojami, budzące respekt towarzystwo.
Zadziwiające, że tubylcy nie pierzchli w popłochu na widok tego nieziemskiego widowiska.
Kolumb i jego oficerowie szczodrze rozdzielali dary: tanie czerwone czapeczki, bezwartościowe szklane paciorki, lusterka i grzebyki. Gadżety te tubylcy ze czcią określali mianem turey, co znaczy „niebo".
Znamiennym przykładem czarów, jakimi Kolumb mamił Indian, było wydarzenie, które miało miejsce 26 grudnia 1492 roku. Wtedy bowiem Kolumb zademonstrował swoją „boską" moc, co tak opisywał: Kazalem wypalić z bombardy (ciężkiego dziata) i rusznicy. Kiedy Indianie usłyszeli huk i zobaczyli ogień buchający z luf, przerażeni padli na twarz. Dlugo trwało, nim odważyli się poruszyć [2].
Zaledwie trzydzieści lat później, w roku 1519, niesławny spektakl powtórzył się w dramatycznej postaci. U brzegów Meksyku pojawił się Hernando Cortez z jedenastoma statkami, setką marynarzy i 508 żołnierzami. Chcąc zapewnić sobie respekt, kazał wystrzelić kulę armatnią ponad głowami Indian. Jak zanotował, tubylcy padli na ziemię i przez dłuższy czas nie ruszali się przerażeni. Również Francisco Pizarro został początkowo uznany za boga przez Inków w Ameryce Południowej [3]. To samo przydarzyło się Brytyjczykowi, kapitanowi Cookowi, odkrywcy wysp południowego Pacyfiku (Oceanii). Tubylcy uznali go za powracającego boga Rongo lub Longo [4] (zdjęcie 1).
Odrobina pompy, hałasu, przewagi technicznej - i każdy „dzikus" ze czcią pada na twarz.
Dzisiaj powiedzielibyśmy, że sytuacja przerosła plemiona tubylcze, które nie znały zdobyczy techniki najeźdźców, nie potrafiły zaszeregować obcych istot, ich ubiorów, broni do jakiejkolwiek znanej im kategorii. Przybysze urastali więc w wyobraźni tubylców do rangi bogów. Wszyscy wiemy, że bogowie nie istnieją i nigdy nie istnieli. Pojęcie „bogów" powstało w wyniku zwykłego nieporozumienia.
Działo się to wiele stuleci temu, dzisiaj coś takiego nie mogłoby się wydarzyć. Czy aby na pewno? Prosty przykład z kręgu dobrze nam znanej religii chrześcijańskiej świadczy o czymś innym.
Jak powszechnie wiadomo, 2000 lat temu Jezus z Nazaretu nauczał w Palestynie i został stracony przez Rzymian. Mamy na to dowody w postaci świadectw pisanych - Ewangelii i Listów Apostolskich. Chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się na wszystkie kontynenty, wzniesiono setki tysięcy kaplic, kościołów i katedr. Powstały ołtarze ze wspaniałymi obrazami, rękodzieła ze złota i srebra, posągi Matki Boskiej i sceny ukrzyżowania. Zrodziła się kultura chrześcijańska z jej własną muzyką, jak chorał gregoriański czy msze orkiestrowe Jana Sebastiana Bacha.
Czy zastanawialiście się już kiedyś nad tym, że wszyscy ci artyści i kompozytorzy, którzy oddali swe siły twórcze na służbę religii, wcale nie byli naocznymi świadkami tamtych wydarzeń? Żaden budowniczy katedry czy kościoła, sztukator ozdabiający ołtarz boczny czy wytwórca słynnych szopek z Oberammergau nie oglądał na własne oczy narodzin i życia Jezusa. Ani Michał Anioł, ani Jan Sebastian Bach nie brali udziału w Ostatniej Wieczerzy. Ani jeden twórca działający w okresie minionych dwóch tysięcy lat nie słyszał „na żywo" kazania na górze. Wszyscy oni bez wyjątku stali się narzędziem tradycji.
Sam Jezus nie pozostawił po sobie żadnego przedmiotu, który można by podziwiać w którymkolwiek z muzeów świata. Nie zapisał ani skrawka papirusu, nie odcisnął boskiej stopy w glinie i nigdzie nie zostawił zapisków z datą podaną według rzymskiego kalendarza.
Przypuśćmy, że za ileś tysięcy lat archeolodzy będą badać ruiny chrześcijańskich kościołów. Ustalą dokładne datowanie i stwierdzą, że przez blisko dwa tysiąclecia powracały wciąż te same motywy: sceny ukrzyżowania, stajenka betlejemska, aniołowie i apostołowie z aureolami wokół dostojnych głów. Naukowcy z przyszłości zaobserwowaliby oczywiście także różnice. Matka Boża z Bawarii wygląda inaczej niż figurka Matki Boskiej z Kenii. Katedrę w Chartres o niezrównanych witrażach i formie architektonicznej trudno porównywać z prostym betonowym kościołem z roku 2010. Wszystkim tym artystom i architektom przyświecała ta sama idea, ale wyrazili ją w różny sposób. I jeszcze jedno: na podstawie znalezisk archeologicznych można by dojść do wniosku, że Jezus z Nazaretu przebywał na ziemi co najmniej dwa tysiące lat, ponieważ związane z nim zabytki kultury powstawały na przestrzeni całego tego okresu.
My, chrześcijanie, wiemy, jak się to wszystko odbywało, ale czy za tysiąc lat ta wiedza będzie nadal istniała? O tym, jak mało ludzie wiedzą i jak szybko rodzą się wynikające z niewiedzy nieporozumienia, przekonuje nas epoka wielkich odkryć. I o tym właśnie traktuje ta książka. Aby ukazać sprawy w nowym świetle, muszę - chcąc nie chcąc -już któryś raz wyjaśnić, co etnolodzy rozumieją pod pojęciem „kultu cargo". W przeciwnym razie niektórym Czytelnikom byłoby trudno śledzić mój tok rozumowania.
Wasz Erich von Daniken
lipiec 2011 –
fragment książki „List do czytelników”


 

----------------------------

Klienci którzy kupili "Kosmiczne tajemnice majów" kupili również:

----------------------------

Pozostałe książki autora: Erich von Daniken

----------------------------