Dobre Książki

Wyszukiwanie zaawansowane
Psychomagia - Alejandro Jodorowsky
Psychomagia Psychomagia

Psychomagia

42.32 zł

46.00 zł

Dodaj do
Artykuł chwilowo niedostępny

"Psychomagia" to najważniejsze dzieło słynnego reżysera, dramaturga i autora komiksów, przedstawiające system terapeutyczny posługujący się siłą wyobraźni, mocą aktów symbolicznych. Psychomagia to magia pozbawiona przesądów, dzięki której można wyczarować swoje życie na nowo. Jodorowsky inspiruje się medytacją, sztuką, snami, pewnymi uświęconymi substancjami, magią, alchemią, językiem, poczuciem humoru i tarotem. Jednocześnie nie toleruje żadnych dogmatów oraz kultów "guru", wychodząc z założenia, że wszyscy jesteśmy dziedzicami (i ofiarami) swych genealogii i biografii, w związku z czym tylko my sami możemy pisać swoje życie.


Fragment książki Psychomagia

Prolog

Mieszkając przez wiele lat w stolicy Meksyku miałem sposobność poznawania metod tych, których zwie się czarownikami i znachorami. W mies'cie tym można napotkać ich całe krocie. Nie ma takiej dzielnicy, w której nie dałoby się trafić na podobną postać. W samym sercu miasta wznosi się bazar Sonora, na którym sprzedaje się wyłącznie towary magiczne: kolorowe świeczki, suszone ryby uformowane na diabelskie kształty, podobizny świętych, rośliny lecznicze, mydła święcone, karty tarota, amulety, szkielety Matki Bożej z Guadalupy wyrzeźbione z gipsu. W niektórych wnękach straganów, spowitych półcieniem, kobiety z wymalowanym na czole trójkątem wcierają klientom pęki ziół i wodę święconą, oczyszczając ich ciało i otaczającą aurę. Zawodowi lekarze, wierni synowie uniwersytetów, odrzucają tego rodzaju praktyki. Ich zdaniem medycyna to nauka. Pragnęliby wynaleźć lek doskonały, idealny na każdą chorobę, nie czyniąc między nimi jakichkolwiek podziałów. Marzeniem tych lekarzy jest jedna oficjalna medycyna, bez improwizacji praktykowana na pacjentach, jakby składali się tylko z ciała. Żaden z nich nie sili się na uzdrawianie duszy, w przeciwieństwie do znachorów, dla których medycyna jest prawdziwą sztuką.
Nieświadomość lepiej pojmuje język oniryczny aniżeli racjonalny. Z pewnego punktu widzenia choroby są snami, wiadomościami, w których objawiają się nasze nierozwiązane problemy. Znachorzy z wielką pomysłowością rozwijają stosowane przez siebie techniki, czary, ceremonie oraz zgłębiają wiedzę na temat tak zadziwiających leków i metod jak lewatywy z białej kawy, napary z zardzewiałych śrub, okłady z puree, pigułki ze zwierzęcych odchodów czy jaj moli. Jedni z większym talentem l i wyobraźnią niż inni, wszyscy jednak, jeśli podchodzi się do ich zaleceń f z wiarą, są użyteczni. Zwracają się do człowieka prymitywnego i przesądnego, którego każdy z nas nosi w sobie.
Obserwując pracę tych popularnych terapeutów, dokonujących cudów i posługujących się sztuczkami godnymi najznamienitszych kuglarzy, sformułowałem pojęcie „świętego podstępu". Oto bowiem, jeśli jakiś cud ma się zdarzyć, chory pacjent musi uwierzyć w możliwość jego zaistnienia. Tylko wtedy może zostać uzdrowiony. Z kolei sukces czarownika zależy od zastosowania przez niego kilku sztuczek, które przekonają pacjenta, że materialna rzeczywistość jest posłuszna duchowi. Wystarczy, że ów „święty podstęp" się uda, a pacjent doświadcza przemiany wewnętrznej, której efekt końcowy umożliwi mu postrzeganie świata bardziej przez pryzmat intuicji aniżeli rozumu. Wówczas może nastąpić już tylko autentyczny cud.
Rozmyślając nad tym zagadnieniem, zadałem sobie następujące pytanie: Czy przy pomocy tej artystycznej terapii da się wyleczyć ludzi pozbawionych wiary? A wtedy natychmiast wątpliwe stało się dla mnie przekonanie, że rozum wyklucza istnienie w człowieku wiary. Przecież nieświadomość co i rusz pokonuje ograniczenia narzucone przez rozum, czy to w snach, czy we freudowskich pomyłkach. Jeśli rzeczywiście tak się dzieje, to czy nie powinniśmy zacząć traktować ją jako sprzymierzeńca?
Pewien incydent, który zdarzył się podczas jednego z moich kursów psychogenealogii, sprawił, że zakiełkowała we mnie idea: W chwili, gdy opisywałem przyczyny nerwicy spowodowanej niepowodzeniami, jeden z uczniów, nota bene chirurg, osunął się na ziemię spazmatycznie zwijając się z bólu. Sprawiał wrażenie jakby dostał ataku epilepsji. Panika ogarnęła całą salę. W związku z tym, że nikt nie potrafił mu pomóc, zbliżyłem się do niego i, nie wiedząc czemu, z dużym trudem zdjąłem mu ślubną obrączkę z palca serdecznego lewej dłoni. Natychmiast się uspokoił. Zdałem sobie sprawę, że przedmioty, które nas otaczają i nam towarzyszą, stanowią nieodłączną część języka nieświadomości. Tak więc, nakładając komuś pierścień na palec, można tę osobę uwięzić, natomiast ściągając go, można przynieść ulgę...
Wiele mówiące wydało mi się kolejne doświadczenie: Mój sześcioletni svn Adan dostał zapalenia oskrzeli. Znajomy lekarz, fitoterapeuta, przepisał mu krople z jakiegoś olejku roślinnego. Moja była partnerka Yaleria, matka Adana, miała codziennie aplikować mu do ust trzydzieści kropli. Jednak szybko się zniechęciła, nie dostrzegając żadnych oznak poprawy. Powiedziałem jej więc:
- Wszystko przez to, że nie wierzysz w lekarstwo. W jakiej religii zostałaś wychowana?
- W katolickiej, tak jak każdy w Meksyku!
- Dobrze, więc dodamy nieco wiary w te krople. Za każdym razem, ądy będziesz wlewać je Adanowi, masz odmawiać „Ojcze Nasz".
Yaleria uczyniła tak jak jej nakazałem i Adan prędko wyzdrowiał.
Postanowiłem więc zalecać „akty psychomagiczne" osobom, które z poważnymi problemami osobistymi przychodziły do mnie po porady z kart tarota. Czemu mówię tu o „psychomagii" a nie o „magii"?
W przypadku zabiegów o charakterze magicznym, czyli swego rodzaju prymitywnej formy terapii, znachor, wspierając się na przesądnym duchu pacjenta, powinien podtrzymywać tajemniczość tego zdarzenia. Uzdrowiciel pokazuje, że dysponuje nadludzkimi mocami, posiadanymi dzięki tajemnej inicjacji, i potrafi uzdrawiać za pośrednictwem boskich oraz piekielnych sprzymierzeńców. Przepisywane przez znachora medykamenty powinny być spożywane bez poznawania ich składu, a zalecane przez niego akty powinny być realizowane bez pytania się „dlaczego". Z kolei psychomagii, zamiast przesądnej wiary, potrzebne jest zrozumienie. Pacjent powinien wiedzieć „dlaczego" coś się dzieje. Psychomag ze znachora przeistacza się w doradcę. Dzięki jego receptom, pacjent sam zamienia się w swego uzdrowiciela.
Ów system terapeutyczny nie spadł na mnie niczym nieoczekiwana iluminacja, ale był przeze mnie doskonalony z upływem czasu, krok po kroku, na przestrzeni wielu lat. Na początku metoda wydawała się na tyle ekstrawagancka i odbiegająca od nurtu naukowego, że mogłem ją praktykować i rozwijać jedynie wśród przyjaciół i rodziny. Od czasu do czasu, jeszcze podczas moich spotkań w Paryżu, odnosiłem się do tych koncepcji. Pewnego razu zostałem zaproszony do centrum badawczego ufundowanego przez duchowego mistrza Arnauda Desjardins. Fundator, dowiedziawszy się o moich poszukiwaniach duchowych i artystycznych, zapytał, czy mógłbym zająć się chorobą, na którą cierpiała jego teściowa. Była to egzema znajdująca się na wewnętrznej stronie dłoni. Pomyślałem, że kobieta, pokazując swoje zaatakowane dłonie, poruszała nimi jakby w geście prośby, ponieważ czuła się porzucona przez swoją córkę, która tworzyła teraz związek z mężczyzną. Poprosiłem więc Mistrza, by razem z żoną stanął przed chorą teściową, a następnie by obydwoje splunęli obficie na kupkę zielonej glinki i roztarli powstałą w ten sposób pastę na egzemę. Choroba szybko ustąpiła.
Po jakimś czasie Desjardins wysłał do mnie młodego ucznia Gille-sa Farceta. Pod pretekstem przeprowadzenia ze mną wywiadu, zamierzał poznać moje dziwaczne teorie. Z naszego spotkania narodziła się mała biograficzna książka zatytułowana La Trampa Sagrada („Święte oszustwo"), która zdobyła wielką rzeszę czytelników. Gilles zaproponował mi więc obszerniejsze rozwinięcie moich idei. W tym samym czasie, chcąc na własnej skórze sprawdzić moje teorie w praktyce, poprosił mnie o zalecenie mu aktu psychomagicznego, który miałby sprawić, że stanie się „pisarzem głęboko uduchowionym". Zaproponowałem mu, by napisał książkę opartą na wywiadzie, która będzie nazywać się Psychomagia z podtytułem „Zarys terapii panicznej". Młody przyjaciel miał jednak wątpliwości: ponieważ nie znał zupełnie tematu, nie był w stanie przygotować ciekawych pytań.
„Właśnie dlatego zalecam ci ten akt. Duch-ptak powinien uwolnić się z klatki racjonalizmu. Dlatego zerwiemy z porządkiem logiki. Zamiast twoich pytań i moich odpowiedzi, najpierw ja będę odpowiadał, a później ty będziesz zadawał pytania. W ten sposób skutek zaistnieje przed przyczyną."
Tak też zaczęliśmy pracę nad książką: Farcet usiadł naprzeciwko mnie z dyktafonem, a ja bez przerwy przez dziesięć godzin udzielałem odpowiedzi na nieistniejące pytania. Co jakiś czas mój młody „odbiorca" przeprowadzający wywiad zasypiał opierając się o swój sprzęt. Gilles podzielił następnie materiał na szereg uporządkowanych fragmentów i opatrzył je pytaniami. Jako że poruszał się po nieznanych terytoriach (wyznając mi:
„Nie jestem pewien, czy można zespolić poszukiwania artystyczne i terapeutyczne"), starał się jak najbardziej obiektywnie formułować swoje pytania. Zapewniał: „Nie jestem jednym z pana wiernych towarzyszy. Nie napisałem tej książki jako pana uczeń, lecz jako przyjaciel. Stąd też pojawiają się te powątpiewania, które przeciwstawiam pana słowom, co jednak szczęśliwie zmusza pana do sprecyzowania swej myśli."
Marc de Smedt, dyrektor kolekcji „Espaces libres" w Albin Michel we Francji zdecydował się na opublikowanie książki, jednak pod warunkiem zmiany tytułu: „Nikt nie zna słowa psychomagia. Lepiej nazwać ją: Le theatre de la ąuerison, une therapie paniąue („Teatr uzdrowienia, terapia paniczna")."
Teatr uzdrowienia pojawił się więc w 1995 roku. Wzbudził wielkie zainteresowanie. Dostałem mnóstwo listów, w których proszono mnie o akty psychomagiczne. W celu rozwinięcia tej techniki, do tego czasu praktykowanej wyłącznie w formie intuicyjnej, postanowiłem przyjmować dwóch pacjentów dziennie, od poniedziałku do piątku, w sesjach półtoragodzinnych. Po ustaleniu drzew genealogicznych - braci, rodziców, wujków, babci, prababci - zalecałem im akty psychomagiczne, które miały dosyć pokaźne rezultaty. Zdołałem odkryć grupę praw, które pozwoliły mi nauczać tej sztuki wielką liczbę uczniów (wielu z nich jest już obecnie uznanymi terapeutami). Udzielałem prywatnych sesji przez dwa lata, na ich podstawie zacząłem później pisać mój Taniec rzeczywistości. Gillet Farcet urzeczywistnił swą karierę pisarza duchowego i dzisiaj, ojciec rodziny, prowadzi do owczarni wiele błądzących duchów, współpracując przy tym mozolnym zadaniu z Arnaudem Desjardins.
Po opublikowaniu Tańca rzeczywistości przez wydawnictwo Siruela w Hiszpanii, oraz emisji licznych wywiadów przeprowadzonych ze mną przez Fernanda Sanchez Dragó dla hiszpańskiej telewizji, psychomagia zyskała sporą popularność. Pojawiło się wówczas sporo osób, nie mających do tej pory żadnego głębszego doświadczenia na polu artystycznym czy terapeutycznym, pragnących wcielać w życie moje teorie. Nie dysponując jednak żadnymi umiejętnościami twórczymi, ludzie ci jedynie ślepo naśladowali moje zalecenia. W 2002 roku w uniwersyteckiej auli w Madrycie przeprowadziłem konferencję dla około sześciuset osób. Studenci, wprawnie kierowani przez prowadzącego spotkanie profesora Javiera Estebana, zapoznawali mnie ze swymi problemami, prosząc o porady psychomagiczne służące ich rozwiązywaniu. Pod sam koniec aktu Javier ofiarował mi egzemplarz swojej książki Duermevela („Drzemka"), w której opisuje swoje sny. („Idę do sklepu, gdzie sprzedają sprzęt do wędkowania na gigantyczne ryby. Haczyki sięgają mi po kolana. Towarzyszący mi mężczyzna uczy mnie łowić. Mówi, że niepotrzebne są wędki ani jakikolwiek inny sprzęt. Wyrzucam je i przemierzamy las, docierając do rzeki. Ryby wskakują na nasze ręce.") Muszę przyznać, że odnajduję w pisarstwie Javiera uzdrawiający sens, z kolei on sam wyraża swoje przywiązanie do moich idei. Prosi mnie o spotkanie, by móc zadać mi kilka pytań dotyczących młodych ludzi: jak ich motywować, jak nimi poruszać; pytania, na które obecny system edukacji nie odpowiada. Mówi mi: „Uczniowie zmutowali się, a profesorowie niestety trwają przy swych archaicznych sposobach myślenia". Udaje się potem do Paryża i przesłuchuje mnie przez kilka dni. „Staraj się myśleć bez ograniczeń, a mów tak jakbyś zwracał się do młodych mutantów." W ten właśnie sposób narodziły się druga i trzecia część tej książki.
Książkę wieńczy posłowie, świadectwo Martina Bakero, poety i doktora psychopatologii, który był obecny na moich warsztatach w Santiago de Chile, a następnie wyjechał do Paryża, by udoskonalić swą wiedzę na temat mojej pracy. Jego wielką zasługą jest zastosowanie psychomagii w leczeniu zaburzeń umysłowych. Dzięki niemu mogę żywić nadzieję, że ta sztuka uzdrawiania będzie stosowana któregoś dnia jako dopełnienie oficjalnej medycyny.

Alejandro Jodorowsky


----------------------------

Klienci którzy kupili "Psychomagia" kupili również:

----------------------------

Pozostałe książki autora: Alejandro Jodorowsky

----------------------------