Dobre Książki

Wyszukiwanie zaawansowane
Cytat
Ojciec nieświęty - Piotr Szumlewicz
Ojciec nieświęty Ojciec nieświęty

Ojciec nieświęty

32.11 zł

34.90 zł


Krytyczne głosy o Janie Pawle II


Krytyczne głosy o Janie Pawle II

 Zbiór sensacyjnych wywiadów ze znanymi postaciami polskiego życia publicznego na temat mrocznych stron pontyfikatu Jana Pawła II.
Pomiędzy rozmówców Piotra Szumlewicza są dziennikarze, politycy i naukowcy, przedstawiciele różnorakich wyznań i opcji światopoglądowych, m.in. Joanna Senyszyn, Magdalena Środa, Janusz Palikot, Jerzy Urban, Stanisław Obirek. Prawie każdy z bohaterów książki mówi o innym aspekcie działalności i nauczania Jana Pawła II.
Piotr Szumlewicz pyta o podejście Karola Wojtyły do kobiet, gejów i lesbijek, protestantów, otwartych katolików. Wiele spośród poruszonych tu problemów to tematy od dawna obecne na łamach europejskiej i światowej prasy, która nie żywiła obaw przed krytykowaniem Jana Pawła II. Jednakże w polskiej debacie publicznej tematyka nadal jest naznaczona piętnem tabu i prawie że nieobecna ze względu na niepisany zakaz poważnej krytyki Karola Wojtyły.
W książce znajdują się rozmowy o pedofilii w strukturach Kościoła Katolickiego, praniu brudnych gotówki i współpracy Watykanu z krwawymi dyktatorami. Skupiając się na faktach i merytorycznych opiniach, Szumlewicz i jego rozmówcy nie dają powodu do oskarżeń o „tańszy” antyklerykalizm. Po raz 1szy ukazuje się w Polsce całościowa krytyczna analiza pontyfikatu polskiego papieża. Powstała w ten metodę książka, która wielu z pewnością się nie spodoba, ale osobom ceniącym sobie świecki światopogląd i niezależność myślenia z pewnością otworzy oczy, zaś tych, którzy od dawna patrzyli sceptycznie na pontyfikat Jana Pawła II, zachęci do otwartego wyrażenia swych poglądów.

Piotr Szumlewicz – socjolog, filozof, publicysta, dziennikarz TVP. Redaktor kwartalnika „Bez Dogmatu” i serwisu www.lewica.pl. Publikował między innymi w „Trybunie”, „Przeglądzie”, „Gazecie Wyborczej”, polskiej edycji „Le Monde diplomatique”, „Krytyce Politycznej”, „Etyce”, „Przeglądzie Filozoficznym”, „Res Publice Nowej”. Autor książki Niezbędnik ateisty (2010) i współredaktor książek: Stracone szanse? Bilans transformacji 1989–2009 (2009) oraz PRL bez uprzedzeń (2010). 


Fragment książki Ojciec nieświęty

Wywiad z Joanną Senyszyn
Toksyczny i przereklamowany

Czy spotkała się Pani kiedyś z Janem Pawłem II? Jakie były wrażenia?
Osobiście nigdy. Nie odczuwałam takiej potrzeby. Dzięki temu mam nieskażone spojrzenie na osobę i działalność Jana Pawła II. Podobno w bezpośrednich kontaktach potrafił być ujmujący, więc opinie tych, którzy się z nim zetknęli, są w znacznej mierze wypaczone i nieobiektywne. Z zasady nie dostrzegają oni, że polski papież, od politycznego wyboru do transmitowanej na żywo, teatralnej śmierci, jest produktem marketingowym. W dodatku mocno przereklamowanym.
A jak wspomina Pani pielgrzymki do Polski Jana Pawła II? Co Pani czuła, kiedy papież przyjeżdżał do Polski?
Papieskie pielgrzymki wspominam jako imprezy kosztowne dla państwa i obywateli oraz powodujące wiele zamieszania. Najgorzej wyszli na nich polscy emeryci. Pieniądze na podwyżki ich świadczeń premier Suchocka przeznaczyła w 1993 roku na sfinansowanie pielgrzymki na Litwę. Imprezy te robiły naturalnie wrażenie, gdyż poprzednicy Jana Pawła II poza Watykanem byli praktycznie niedostępni dla wiernych. Msze odprawiane na specjalnie w tym celu wybudowanych ołtarzach gromadziły tłumy. Zwłaszcza że były to starannie wyreżyserowane spektakle, a papież świetnie odgrywał rolę zatroskanego ojca narodu. Niemniej jednak nie czarujmy się, żadne z pielgrzymkowych spotkań z JPII nie było tak liczne jak wiec, który odbył się dwudziestego czwartego października 1956 roku na placu Defilad w Warszawie. Wówczas na cześć Gomułki entuzjastycznie skandowano: „Wiesław! Wiesław!". Potem do papieża: „Zostań z nami!". Wyjaśnienie jest proste: Polacy kochają bohaterów. A z jakiej bajki, to już inna sprawa. Najważniejsze, by byli żywi, bo wtedy można ich dotknąć, zrobić sobie fotkę do rodzinnego albumu, a na starość opowiadać wnukom, że brało się udział w historycznym wydarzeniu. Część wiernych pewnie odczuwała dumę, wzruszenie czy też religijną ekstazę, ale mnie jako ateistki to nie dotyczyło.
A jak Pani, jako wieloletnia uczestniczka polskiego życia publicznego, ocenia stosunek polskich polityków do papieża? Czy jest w nim zawarte kunktatorstwo, czy realny szacunek i uznanie dla papieża? Kim Jan Paweł II jest dla polskich parlamentarzystów?
Jest przyjęty wiernopoddańczy kanon wypowiedzi, zgodnie z którym o JPII można mówić tylko „na klęczkach" albo wcale. Politycy mu ulegają, gdyż nie widzą interesu w jakimkolwiek sprzeciwie. Są wręcz nadgorliwi i prześcigają się w kadzeniu. Stosunek do papieża stanowi swoistą mieszaninę podziwu, uznania, zawiści, konformizmu, strachu i nadziei na profity płynące z podporządkowania się stereotypowi wypowiedzi. Najmniej w tym wszystkim miłości. Nie tylko politycy stale powtarzają, że to autorytet moralny i że kierują się jego naukami.
A czy Pani zdaniem politycy stosują się do nauk papieża? Czy w ogóle je znają?
Może znalazłyby się nieliczne przypadki - posłowie, którzy czytali jakieś encykliki, kazania czy książki papieża, ale to zaledwie wyjątki. Nie widać, by te lektury w jakikolwiek sposób przekładały się na ich zachowanie i postępowanie. Chyba żeby uznać, że papieskie nauki są raczej nieetyczne.
Według sondażu przeprowadzonego w tym roku 28 procent parlamentarzystów uznało, że Jan Paweł II powinien być patronem Polski. Skąd taki wysoki odsetek?
Zapytałabym raczej, dlaczego tak niski. Najwyraźniej sondaż był anonimowy i dlatego zaledwie co czwarty parlamentarzysta uznał, że wypada tak powiedzieć. Reszta zachowała zdrowy rozsądek. To optymistyczne. Sześć lat temu odsetek pozytywnych odpowiedzi wynosiłby zapewne 80 procent, bo po śmierci JPII panował istny obłęd.
Matka Boska jest już patronką polskiego parlamentu...

Różne dziwne rzeczy dzieją się w polskim parlamencie. Były już modły o deszcz, relikwią jest fotel, na którym siedział Jan Paweł II. Do tej pory stoi w kaplicy sejmowej, ale kto wie - może teraz zostanie porąbany i podzielony na tysiące relikwii?
Poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego, Franciszek Stefaniuk, niedawno powiedział, że papież to „największa postać w dziejach ludzkości od czasów Jezusa Chrystusa". Jak Pani ocenia tego typu sformułowania?
Są żenujące. Wszak JPII jest pod każdym względem przeciwieństwem Chrystusa. Niemniej akurat do posła Stefaniuka taka wypowiedź bardzo pasuje. Stale jest rozmodlony i chętnie eksponuje swoją religijność. Pamiętam, że w 2006 czy 2007 roku, podczas jednego z posiedzeń Komisji do spraw Rodziny i Praw Kobiet, której był wówczas wiceprzewodniczącym, odmawiał różaniec. To tłumaczy wiele, a nawet wszystko.
A jak Pani zdaniem kult papieża wpływa na kondycję polskiej demokracji i parlamentaryzmu?
Kult jednostki zawsze wpływa niekorzystnie na demokracje, a przecież w przypadku Jana Pawła II mamy do czynienia z takim właśnie kultem. W dodatku rozpoczętym za życia i akceptowanym przez jego podmiot. Papież wręcz zachęcał do okazywania mu uwielbienia. Z rozkoszą święcił swoje pomniki, aprobował nadawanie swojego imienia wszystkiemu, co nie ucieka. Wbrew rozpowszechnianemu mitowi nie był to w żadnej mierze człowiek skromny. Konkordat, który z demokracją raczej się kłóci, był prezentem dla polskiego papieża. Bardzo kosztownym. Jego ratyfikacja nie wynikała z oceny korzyści dla Polski, bo takich nie ma, ale ze źle pojętej poprawności politycznej. Takim szkodliwym prezentem była też ustawa antyaborcyjna z 1993 roku. Swoistym zaprzeczeniem demokracji jest uczestnictwo kościelnych dostojników w uroczystościach państwowych i przyznawanie im najwyższych miejsc w precedencji stanowisk publicznych w Polsce.
Jan Paweł II uchodzi w Polsce za największy autorytet. Czy Pani zdaniem zasługuje na to miano?
Uchodzi, bo tak wypada w Polsce mówić. Jednak absolutnie nic z tego nie wynika. We współczesnym świecie w zasadzie nie ma powszechnych autorytetów. Z badań przeprowadzonych w naszym kraju wśród młodzieży wynika, że do pewnego wieku takim autorytetem jest jedynie matka, a potem panuje całkowite rozdrobnienie idoli. Jeżeli papież w ogóle jest autorytetem, to najwyżej dla mniejszości. W dodatku bez jakiegokolwiek przełożenia na ich realne życie. To zresztą akurat bardzo dobrze. Jan Paweł II propagował poglądy wsteczne, szkodliwe dla rozwoju społecznego, a nawet dla zdrowia fizycznego i psychicznego jednostek. Dopiero w 1999 roku Watykan uznał, że dążenie kobiet do kariery zawodowej nie jest grzechem. A przecież - jak wynika z badań - zwiększenie udziału kobiet w gremiach decyzyjnych jednostek gospodarczych przynosi kilkuprocentowy przyrost PKB. Trudno zliczyć, ile śmierci i nieszczęść spowodował jego zdecydowanie negatywny stosunek do edukacji seksualnej, antykoncepcji, in vitro, prawa do aborcji, a ile tolerowanie i ukrywanie pedofilii duchownych. Naturalnie papież ma prawo do głoszenia katolickich poglądów, ale niedopuszczalne, wręcz skandaliczne jest ich przedstawianie jako jedynie słusznych, a tym bardziej wymuszanie ich przestrzegania za pomocą kodeksu karnego, jak ma to miejsce w Polsce. Trudno uznać za autorytet moralny człowieka, który ma na sumieniu miliony zarażeń wirusem HIV w Afryce i nie tylko, tysiące ofiar pedofilów w sutannach, który popierał zbrodnicze reżimy, w tym między innymi dyktaturę Augusta Pinocheta, i odegrał co najmniej dwuznaczną rolę w rozpętaniu wojny w byłej Jugosławii. W dodatku nie jest nawet najwybitniejszym papieżem XX wieku, bo to miano bezapelacyjnie przypada Janowi XXIII, który zaczął reformować skostniałe kościelne struktury i formuły oraz zapoczątkował nowe spojrzenie na świat. JPII zahamował te pozytywne procesy. Do grona książąt Kościoła awansował wyłącznie wiernych sobie katolickich ortodoksów, co uwsteczniło Kościół na kolejne lata. Podsumowując, Jan Paweł II to raczej moralny antyautorytet.
A dlaczego w polskim parlamencie nie krytykuje się papieża? Dlaczego nie krytykują go media?
Dla wygody i spokoju, a przede wszystkim, by nie narazić się na zarzut obrazy uczuć religijnych, co mogłoby słono kosztować.
A dlaczego SLD nigdy nie krytykowało papieża? Przecież jego poglądy były sprzeczne z tym, co głosiło, a w latach dziewięćdziesiątych konflikty kulturowe były szczególnie intensywne. Czy krytykę papieża SLD uznało za zbyt ryzykowną?
Partia polityczna nie ma obowiązku odnoszenia się ani do dogmatów religijnych, ani do wypowiedzi kleru. Zdecydowanie konieczne jest natomiast dbanie o świeckość państwa i przeciwstawianie się uchwalaniu przez Sejm dziesięciu przykazań jako obowiązującego prawa.
Przejdźmy do Pani wypowiedzi o Wojtyle i reakcji, z jakimi się spotkały. W 2006 roku w czasie Parady Równości w Warszawie powiedziała Pani: „Niech ta parada zmieni oblicze ziemi. Tej ziemi". Miała Pani wtedy konflikt nawet z szefostwem SLD, które odcięło się od tej wypowiedzi. Jak Pani dziś ocenia tamto wydarzenie? Czy świadomie chciała Pani sprawdzić, jaka będzie reakcja?
Użyłam tych słów przekonana, że parady równości rzeczywiście zmieniają oblicze Polski. To słowa z Ewangelii, których w 1979 roku użył w homilii Jan Paweł II. Uznałam, że doskonale pasują do nowych czasów, bo w III RP nadal jest wiele do zmienienia. Żadne słowa nie są zarezerwowane dla kogokolwiek. Uważam wręcz, że Kościół powinien być mi wdzięczny, gdyż w nauce miarą sukcesu jest liczba cytowań.
W 1997 roku miał miejsce słynny happening posła Marka Siwca i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, którzy naśladowali pamiętny gest papieża całowania ziemi ojczystej. Jak Pani ocenia ów happening?
Był zabawny i dowcipny. Papież, całując ziemię każdorazowo po wyjściu z samolotu, urządzał swoisty spektakl pod tubylczą publiczkę. Wzbudzał niesamowity aplauz, pokazywały to wszystkie media. Z czasem przyklęk i muśnięcie ustami ziemi stały się znakiem firmowym pielgrzymek JPII. Wzorowany na tym spektakl w wydaniu Marka Siwca wywołał ogromne oburzenie. Niesłusznie. Każdy ma prawo całować ziemię. A już szczególnie po katastrofie smoleńskiej wszyscy wysiadający z rządowego samolotu powinni robić to obowiązkowo, okazując w ten sposób radość ze szczęśliwego lądowania. Jak bowiem twierdzi prezydent Komorowski, polski lotnik poleci nawet na drzwiach od stodoły, ale - czego prezydent już nie dodaje - niekoniecznie wyląduje.
A jak to się stało, że wkrótce później Kwaśniewski uznał papieża za największy autorytet? Skąd ta zmiana?
Zapewne dla równowagi. Odbijając się od ściany ironii, poleciał do ściany konformizmu. Ale oczywiście najlepiej zapytać prezydenta Kwaśniewskiego. Warto by się też dowiedzieć, czy to w ramach dalszego odreagowywania krytyki lotniskowego incydentu, jeszcze nie znając napisanej przeze mnie ustawy liberalizującej możliwości przerywania ciąży, zapowiedział w 2004 roku, że jej nie podpisze, choć była to jedna z jego obietnic wyborczych.
Po śmierci papieża wiele osób deklarowało zmianę w swoim życiu. Czy Pani zdaniem były wymierne rezultaty tych obietnic?
Jak najbardziej wymierne - w postaci śmiechu i politowania, które wzbudziły u ludzi rozsądnych. Kibole deklarowali koniec burd na stadionach, Beata Kozidrak częstsze chodzenie do kościoła, Michał Wiśniewski czytanie papieskich encyklik, a Lech Kaczyński ograniczenie picia alkoholu. Były też ślubowania niesamowite. Osiemdziesięcio kilkuletni aktor Leon Niemczyk ślubował wstrzemięźliwość seksualną, a Dariusz Michalczewski - że nie będzie się wyżywał na narzeczonej. Z kolei Jarosław Kukulski postanowił nie bać się śmierci. Tym torem, lecz na całość, poszła szerzej nieznana pani Grażyna z Gdańska, która postanowiła nie bać się braku pieniędzy, ciężkich chorób ani głodu. Wszystkich zakasowała telewizja publiczna, ogłaszając programowe zbliżenie z TV Trwam i Radiem Maryja. To ostatnie przyrzeczenie zostało w znacznej mierze dotrzymane. Ku rozpaczy widzów.
Pamiętam, że tuż przed beatyfikacją Jana Pawła II na portalu www.youtube.com pojawiły się filmy parodiujące papieża. Doniesienia w tej sprawie trafiły do prokuratury. Jak Pani ocenia tego typu przypadki?
Jan Paweł II był papieżem, ale zarazem celebrytą. W tej drugiej roli budził znacznie większe zainteresowanie. Stąd różne, lepsze i gorsze filmy, rysunki, piosenki. Donosy zgłaszają zazwyczaj związani z Kościołem, nic nieznaczący politycy i wierni podpuszczeni przez kler, a prokuratura musi zajmować się wszystkimi doniesieniami. Nawet najgłupszymi. W 2006 roku badała moją wypowiedź z Parady Równości, ale postępowanie umorzyła z powodu braku znamion obrazy uczuć religijnych.
Czy kult Jana Pawła II nie stanowi zagrożenia dla wolności słowa? Jerzy Urban został jednak skazany.
Kult jednostki zawsze jest zagrożeniem dla wolności słowa. Zwłaszcza w powiązaniu z odpowiednimi artykułami kodeksu karnego. Często ludzie nakładają sobie kaganiec, żeby się nie narażać na postępowanie prokuratorskie czy ewentualny proces. Występuje swoista autocenzura, a niepokorni, którzy się do niej nie stosują, są ciągani po prokuraturach i sądach. Czasem przegrywają procesy. Zawsze tracą czas, pieniądze i nerwy. To zabójcze dla wolności słowa, bo uczy, że lepiej siedzieć cicho. W Polsce bezkarnie można wszystko mówić tylko w Radiu Maryja. Panuje mit, że JPII nie akceptował działań Rydzyka. W rzeczywistości popierał ojca dyrektora, gdyż jest on guru najwierniejszych hufców Kościoła, jego pierwszą kadrową. Gdyby było inaczej, Rydzyk w ciągu pięciu minut zostałby misjonarzem na Grenlandii.
A jak Pani ocenia udział wielu polityków lewicy w uroczystości beatyfikacji Jana Pawła II? Czy uważa Pani tego typu postępowanie za właściwe, czy jednak politycy lewicy powinni być bardziej zdystansowani wobec takich ceremonii?
Nie tylko politycy lewicy powinni się dystansować wobec uroczystości typowo religijnych, a taką jest beatyfikacja. Można brać udział w pogrzebie papieża, bo to głowa obcego państwa, ale nie w beatyfikacji. Politycy nie powinni też demonstracyjnie uczestniczyć w mszach, pielgrzymkach, procesjach Bożego Ciała, gdyż nie należy łączyć sacrum i profanum. Walczę o to w Parlamencie Europejskim jako wiceprzewodnicząca Platformy na rzecz Swieckości Polityki.
A jak Jana Pawła II postrzegają przedstawiciele innych krajów Unii Europejskiej? Jakie są Pani obserwacje jako europarlamentarzystki w odniesieniu do tej kwestii?
W Parlamencie Europejskim kultywowana jest świeckość, a nie pamięć Jana Pawła II. W dodatku nikt nie widzi powodu, dla którego akurat ten papież miałby być szczególnie honorowany. Polska stanowi pod tym względem ewenement. Niemniej nawet nasi rozmodleni w kraju, prawicowi europarlamentarzyści w swoich wystąpieniach raczej nie powołują się na papieża. Tutaj nie byłoby to dobrze widziane.
Odnosząc się do wypowiedzi arcybiskupa Stanisława Dziwisza, że „Jan Paweł II otworzył perspektywy cywilizacji życia i miłości w świecie zdominowanym przez cywilizację strachu i śmierci", napisała Pani na swoim blogu, że „ta miłość wydaje się mocno toksyczna". Co Pani miała na myśli?
Miłość toksyczna to taka, która szkodzi. Poglądy dotyczące życia seksualnego i reprodukcyjnego, głoszone i wymuszane - nie tylko na katolikach - przez Jana Pawła II, przynoszą ludziom, których papież rzekomo kochał, zdecydowanie więcej szkody niż pożytku. JPII, zabraniając edukacji seksualnej i skutecznej antykoncepcji, w tym zwłaszcza prezerwatyw, przyczynił się do zwiększenia liczby niechcianych ciąż, a tym samym aborcji, oraz do rozprzestrzenienia się epidemii HIV/AIDS. W wyniku głoszonych przez Kościół nauk katolicy żyją w poczuciu ciągłego strachu i grzechu. Frustrują się, uprawiając seks przed- i pozamałżeński, stosując antykoncepcję, korzystając z in vitro. Oznacza to, że Jan Paweł II tworzył cywilizację strachu i śmierci, a nie życia i miłości.
W innym tekście napisała Pani, że „papieska chęć dostosowania świata do Rzymu spowodowała więcej nieszczęść, niż przyniosła korzyści. Tysiącom ludzi wręcz zrujnowała życie". Kogo Pani miała na myśli?
Miałam na myśli między innymi mieszkańców Afryki, którzy w dobie epidemii HIV/AIDS uwierzyli papieżowi, że nie należy stosować prezerwatyw, katolików, którzy w imię religijnej ideologii przeciwnej in vitro zrezygnowali z radości bycia rodzicami, kobiety, które w wyniku nielegalnych aborcji straciły życie lub zdrowie, księży zmuszonych do celibatu, a wreszcie tysiące ofiar duchownych pedofilów. Nie wolno zapomnieć, że za pontyfikatu Jana Pawła II obowiązywała tajna instrukcja nakładająca ekskomunikę na tych, którzy ujawnią przypadki pedofilii popełnianej przez kler. Ofiary miały z pokorą przyjmować swój los i milczeć. Jan Paweł II moralność miał za nic. Dla niego liczył się tylko interes Kościoła i jego własny. Popierał wzrost wpływów półtajnej integrystycznej organizacji Opus Dei. Zwalczał teologię wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej, czyli tak zwany Kościół ubogich, gdyż jako zawzięty antykomunista, wbrew pozorom, zawsze trzymał z bogatymi. Tolerował wszelkie obyczajowe patologie i finansowe przekręty. Za jego pontyfikatu wzrosło rozpasanie i rozbestwienie kleru, bo sutanna dawała ochronę przed prawem.
Jak Pani zdaniem będzie ewoluowało podejście do Jana Pawła II w polskim społeczeństwie? Czy ten kult będzie jeszcze długo trwał?
Źle się stało, że Jan Paweł II został błogosławionym, mimo wątpliwości, które budziła jego osoba, życie i postępowanie, a nawet sam proces beatyfikacyjny. Mówi się żartobliwie, że są dwa cudy związane z Janem Pawłem II: pierwszy to uzdrowienie francuskiej zakonnicy, a drugi - uznanie tego faktu za cud. Zasadniczą kwestią będzie kanonizacja. Im później, tym lepiej. Błogosławiony oznacza bowiem, że kult jest dopuszczony tylko regionalnie. Trudno dociec, jakiego regionu u nas dotyczy. Skoro ogarnął całą Polskę, najwyraźniej sami się uważamy za zaścianek. Warto zauważyć, że beatyfikacja wzbudziła nieporównanie mniejsze emocje niż śmierć JPII. Wtedy przez wiele dni panował istny obłęd podsycany przez media. Ludzie autentycznie płakali, ulice miast zastawione były zniczami. Ówczesny prezydent stolicy, Lech Kaczyński, zabronił wyrzucania wypalonych skorup, gdyż uznał je za relikwie godne przerobienia. Sprawa oczywiście się rozmyła. Podobnie jak natychmiastowe uświęcenie papieża Polaka. Proces beatyfikacyjny na tyle się przeciągnął, że większość straciła zainteresowanie.
A myśli Pani, że możliwy jest w Polsce proces podobny do tego, który ma miejsce w Irlandii, gdzie ludzie masowo występują z Kościoła? Stopniowo zmienia się tam również ocena pontyfikatu Jana Pawła II - od pozytywnej po niezwykle krytyczną.
Taki proces już postępuje. Wprawdzie jeszcze niewielu katolików dokonuje apostazji i zaledwie kilku znanych duchownych odeszło z Kościoła, ale większość wiernych nie uczestniczy w niszach i nie stosuje się do katolickich nauk, zwłaszcza w sprawach seksu, antykoncepcji, in vitro, aborcji. Życie biegnie własnym torem. Coraz częściej z dala od papieskich zaleceń, by nie powiedzieć: wbrew tym zaleceniom. Zmiana oceny pontyfikatu Jana Pawła II to tylko kwestia czasu. Polacy kochają go jedynie za to, że jest ich rodakiem. Coraz częściej uświadamiają sobie, że poza odrobiną nacjonalistycznej dumy nie wniósł do ich życia niczego, co byłoby warte choćby zapamiętania. Każda ujawniona afera pedofil-ska polskiego kleru przybliża dzień krytycznej oceny pontyfikatu. Prawda ostatecznie wyzwoli Polaków z miłości do santo subito.



 

Najczęściej kupowane razem

Ojciec nieświęty + Walery Przyborowski i Józef Brandt + Lekarze czy znachorzy

Cena za zestaw

77.41

Klienci którzy kupili "Ojciec nieświęty" kupili również:

----------------------------

Pozostałe książki autora: Piotr Szumlewicz

----------------------------